Znieczulica | Hajpowisko #38

Największym problemem naszych czasów nie jest wojna. Nie inflacja. Nie politycy, choć bardzo by chcieli. Największym problemem jest to, że przestaliśmy reagować. Świat może się walić, a my sprawdzimy tylko, czy dobrze się to ogląda. Czy kadr jest ostry. Czy da się to wrzucić dalej. A potem przewiniemy, bo mamy swoje sprawy. Bo jesteśmy zmęczeni. Bo ile można. Ja też czasem przewijam, częściej niż bym chciał. Wstyd to przyznać, ale to ważne – bo dokładnie od tego się zaczyna.

Znieczulica nie wchodzi przez otwarte drzwi. Nie krzyczy. Nie wali pięścią w stół. Ona siada obok, nalewa herbaty i mówi spokojnie: „odpuść”. „Nie wtrącaj się”. „To nie twoja sprawa”. „Nie psuj sobie dnia”. I zanim się obejrzysz, przestajesz być człowiekiem reagującym, a stajesz się człowiekiem obserwującym. Statystą. Kimś, kto wszystko widzi, ale już nic nie czuje. To nie jest nagłe. To jest proces. Jak osadzający się kurz – najpierw go nie widzisz, a potem nagle wszystko jest szare.

Dziś widzimy absolutnie wszystko. Mamy w kieszeni ekran, który potrafi pokazać śmierć na żywo, cudzą tragedię bez filtra, krzyk w najwyższej jakości. I to jest paradoks, który nas zabił od środka: im więcej widzimy, tym mniej nas to rusza. Mózg nie był projektowany do takiej ilości bodźców, więc robi jedyne, co potrafi – zamyka emocje. Serce zakłada ciemne okulary. Empatia schodzi do trybu oszczędzania baterii, a potem dziwimy się, że nic już nie działa.

Ktoś leży na ulicy – „pewnie pijany”. Ktoś krzyczy – „zaraz ktoś podejdzie”. Ktoś potrzebuje pomocy – „nie moja sprawa”. To „ktoś” nie nadchodzi. Bo każdy liczy, że będzie nim ktoś inny. A potem wszyscy idą dalej, trochę szybciej, trochę ciszej, jakby bali się, że problem przyklei się do butów. Albo najlepiej udawać, że się nie widzi. Wtedy mamy żelazne alibi.

Najgorsze w znieczulicy jest to, że ona bardzo dobrze się tłumaczy. Ubiera się w mądre słowa. W „dbanie o siebie”. W „higienę psychiczną”. W „stawianie granic”. Granice są potrzebne, jasne. Tylko że my przestaliśmy stawiać je między sobą a chaosem, a zaczęliśmy stawiać je między sobą a drugim człowiekiem. I to już nie jest ochrona. To jest ucieczka, tylko ładnie opakowana. I stawiamy te granice tylko wtedy gdy nam wygodnie. To nie jest w porządku.

Zło dziś nie potrzebuje agresji. Ono potrzebuje ciszy. Potrzebuje tego, że ludzie patrzą i nie reagują. Że widzą krzywdę i mówią sobie: „świat zawsze taki był, ale wcześniej się o tym tyle nie mówiło”. Że słyszą o tragedii i myślą: „kolejna”. Najgorsze rzeczy w historii nie działy się dlatego, że wszyscy byli źli. Działy się dlatego, że wystarczająco wielu było obojętnych. Obojętność to nie brak opinii. To wybór. Bardzo wygodny wybór.

Telefon w ręce zrobił z nas idealnych świadków bez odpowiedzialności. Możesz wszystko nagrać. Wszystko skomentować. Wszystko ocenić. A jednocześnie nie zrobić absolutnie nic.I jeszcze być przy tym bezkarny. Kamera daje poczucie uczestnictwa bez ryzyka. Jesteś „tam”, ale nie naprawdę. Jesteś obecny, ale tylko w wersji, która niczego od ciebie nie wymaga. Czasem myślę, że to właśnie ten moment – kiedy włączasz nagrywanie zamiast reakcji jest granicą, po której coś w człowieku pęka.

To stało się normą. Reakcja stała się opcją którą trzeba wykupić . Czymś ekstra. Czymś dla wariatów, idealistów, frajerów. Normalni ludzie „nie wtrącają się”. Normalni ludzie „patrzą na siebie”. Normalni ludzie „nie chcą problemów”. Tylko że społeczeństwo zbudowane z ludzi, którzy nie chcą problemów, bardzo szybko staje się jednym wielkim problemem. I nikt już nie pamięta, kiedy to się zaczęło. Każdy patrzy na kogoś innego.

Nie chodzi o bohaterstwo. To największe kłamstwo, jakie sobie sprzedajemy. Nikt nie każe ratować świata. Nikt nie każe rzucać się pod pociąg. Chodzi o reakcję. O ten jeden moment, w którym zamiast przewinąć – zatrzymasz się. Zamiast odwrócić wzrok – spojrzysz. Zamiast pomyśleć „mnie to nie dotyczy” – zrobisz cokolwiek. Zadzwonisz. Zapytasz. Podejdziesz. Czasem to wystarczy. Czasem wystarczy aż nadto.

Bo znieczulica nie zabija nagle. Ona zabija powoli. Najpierw empatię. Potem więzi. Potem poczucie wspólnoty. A na końcu ludzi, którzy już nawet nie wiedzą, że mogliby zareagować, bo dawno zapomnieli, jak to się robi. I to jest najgorsze, że można się do tego przyzwyczaić. Że można uznać to za dorosłość. Za bycie dojrzałym. Za rozsądek. Za normalność.

Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż społeczeństwo ludzi zmęczonych reagowaniem. Bo wtedy zło nie musi się nawet starać. Wystarczy, że będzie. Resztę zrobi cisza.

Znieczulica nie krzyczy.
Znieczulica nie straszy.
Znieczulica tylko mówi: „to nie twoja sprawa”.

A potem patrzy, jak wszystko się sypie.

Uważasz materiał za interesujący? Podziel się!

Opublikuj komentarz