Banita, czy Rebeliant?
Od 9:00 w miejskim ratuszu trwa dysputa na temat przyszłości Maćka Jakubczyka jako przewodniczącego. Ale czy w tym wszystkim chodzi o konkretną osobę, czy o miasto? Na tą chwilę sprawa wygląda jakby Kielce były zakładnikiem porządku obrad. Wojna o fotel, podczas gdy miasto czeka na decyzje.
W Kielcach można pokłócić się o wszystko. O miejskie pieniądze, granice administracyjne, interpretację przepisów, a nawet o to, czy wolno głosować nad odwołaniem człowieka, który te głosowania prowadzi. Maciej Jakubczyk walczy o utrzymanie stanowiska przewodniczącego Rady Miasta, Koalicja Obywatelska chce go odwołać, a mieszkańcy mogą przecierać oczy ze zdumienia. Bo samorząd, który powinien rozwiązywać problemy, coraz więcej energii poświęca na rozstrzyganie, kto i na jakich zasadach może je w ogóle omawiać.
Kielecka polityka weszła w fazę, w której porządek obrad urasta do rangi najważniejszego dokumentu w mieście. Nie budżet, nie strategia rozwoju, nie lista potrzeb mieszkańców. Porządek obrad. Kilka punktów zapisanych na papierze, od których zaczyna się kolejna odsłona politycznego konfliktu.
I choć brzmi to jak żart, sprawa jest całkiem poważna.
Wyrok to nie opinia. Ale polityka też nie jest sądem
2 października Maciej Jakubczyk usłyszał prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie bezprawnego przetwarzania danych osobowych dotyczących zdrowia innej osoby. Grzywna wynosi 4 tysiące złotych, a zadośćuczynienie 2 tysiące.
Koalicja Obywatelska uznała, że to wystarczający powód, by zażądać jego odwołania z funkcji przewodniczącego Rady Miasta. Jakubczyk odpowiada, że wniosek ma charakter politycznej zemsty za jego stanowisko wobec konsolidacji miejskiego zadłużenia. I właśnie tutaj zaczyna się problem większy niż sam przewodniczący.
Prawomocny wyrok jest faktem, którego nie unieważnia polityczna argumentacja. Jednocześnie nie oznacza automatycznej utraty stanowiska. Ocena dalszego pełnienia tej funkcji należy do radnych, w granicach obowiązującego prawa.
Tyle że radni najpierw muszą mieć możliwość dokonania takiej oceny.
Głosowanie? Najpierw ustalmy, czy w ogóle można głosować
Wniosek o odwołanie Jakubczyka nie znalazł się w pierwotnym porządku obrad sesji zaplanowanej na dzień dzisiejszy.
KO twierdzi, że przewodniczący miał obowiązek go tam umieścić. Powołuje się na opinię prawną i zapowiada działania wobec prokuratury oraz wojewody.
Jakubczyk wskazuje na błędy formalne i zapewnia, że radni mogą doprowadzić do głosowania poprzez zmianę porządku obrad.
Kto ma rację? Ostatecznie rozstrzygną to odpowiednie procedury i instytucje.
Ale polityczny obraz tej sytuacji jest osobliwy. Rada Miasta dyskutuje nie tylko o tym, kto powinien jej przewodniczyć, lecz także o zasadach dopuszczenia tej dyskusji.
W demokracji głosowanie powinno służyć rozstrzyganiu sporów. W Kielcach samo stało się przedmiotem sporu.
W tym samym czasie trwa konflikt o konsolidację miejskiego zadłużenia w wysokości 354,5 miliona złotych.
Ratusz argumentuje, że zmiana harmonogramu spłat uwolni środki na inwestycje. Przeciwnicy rozwiązania ostrzegają przed przenoszeniem ciężaru spłat na kolejne lata.
To poważna debata. Dotyczy finansowej przyszłości Kielc, a jej konsekwencje mogą być odczuwalne znacznie dłużej niż obecna kadencja samorządu.
Tymczasem publiczną dyskusję o rachunku ekonomicznym coraz częściej zagłusza spór o kompetencje, terminy i uprawnienia.
Kontrolowanie prezydentki przez radnych jest częścią samorządowej demokracji. Podobnie jak prawo prezydentki do przedstawiania własnych projektów. Ale mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że politycy w końcu przedstawią czytelne odpowiedzi. Ile miasto może zyskać? Ile zapłaci w przyszłości? Jakie są alternatywy?
Bo sam fakt, że ktoś wygra proceduralny pojedynek, nie sprawi jeszcze, że miejskie finanse staną się zdrowsze.
Do odwołania przewodniczącego potrzeba 13 głosów. Koalicja Obywatelska dysponuje dziesięcioma, PiS dziewięcioma, a pozostałych sześciu radnych jest niezrzeszonych.
W praktyce oznacza to, że los przewodniczącego zależy nie od medialnych konferencji, ale od decyzji podejmowanych przez radnych – niegdyś jego własnych przybocznych – z Maćkiem Burszteinem, Dariuszem Gackiem i Anną Mazur-Kałużą dzielił klub Perspektyw, a z Natalią Rajtar i Moniką Kowalczyk przez chwilę budował Miasto Przyszłości, które należy już do przeszłości. Skoro znamy układ sił w Radzie, to pytanie, czy zatem byli koalicjanci Maćka Jakubczyka sprawią, że utrzyma w obowiązkach przewodniczącego, czy też nie.
I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy kielecki samorząd potrafi jeszcze oddzielić spory personalne od spraw miasta?
Na czwartkowej sesji radni mają zajmować się między innymi bezpieczeństwem placówek oświatowych, przyszłością granic Kielc i kontrowersyjną inwestycją mieszkaniową przy ulicy Kolberga.
To sprawy, które bezpośrednio dotyczą mieszkańców. Nie mogą stać się jedynie tłem dla kolejnego rozdziału walki o stanowisko przewodniczącego.
Miasto nie jest własnością żadnego klubu.
Maciej Jakubczyk ma prawo bronić swoich decyzji. Radni KO mają prawo domagać się jego odwołania. Prezydent Agata Wojda ma prawo zabiegać o realizację własnej polityki finansowej.
Każde z tych praw ma jednak swoje granice i żadne nie zwalnia z obowiązku wyjaśniania mieszkańcom podejmowanych decyzji.
Bo w całej tej historii najważniejsze nie jest to, kto będzie siedział na fotelu przewodniczącego. Najważniejsze jest to, czy z tego fotela da się jeszcze skutecznie prowadzić obrady w sprawach, które naprawdę dotyczą Kielc.
Przewodniczących można odwoływać. Uchwały można zmieniać. Polityczne sojusze można zawierać i zrywać. Ale straconego czasu mieszkańcom nikt nie odda.
Kielce nie potrzebują kolejnego zwycięzcy politycznej awantury. Potrzebują samorządu, który potrafi podejmować decyzje.

Uważasz materiał za interesujący? Podziel się!

Opublikuj komentarz